sierpnia 09, 2018

'Apartament w Paryżu' - Guillaume Musso


Tytuł: "Apartament w Paryżu"
Autor: Guillaume Musso
Wydawnictwo: Albatros
Moja ocena: 8.0
Data premiery: 01.08.2018

   Kto miał już okazję czytać książki Musso, ten wie, że są one na swój sposób wyjątkowe. To jeden z nielicznych autorów, po którego tytuły mogę sięgać w ciemno, wiedząc, że będę zadowolona i oczarowana. Jego powieści cechuje wyważone połączenie gatunków i charakterystyczny styl, jakim się posługuje. Niewiele było trzeba, abym zapałała uczuciem do twórczości autora, choć kilka tytułów jeszcze przede mną. Wystarczyło kilka zdań pierwszej powieści, którą przeczytałam i już wiedziałam, że połączy nas namiętne uczucie - tak też się stało.

   Madeline Greene to była policjantka, która w poszukiwaniu życiowej równowagi postanawia przybyć do Paryża. Los nie był dla niej łaskawy, a traumatyczne przeżycia ciągną się za nią niczym cień. W wynajętej pracowni, położonej w otoczeniu zieleni, poznaje Gasparda Coutancesa - dramatopisarza, który właśnie w Paryżu, w samotności, chce napisać najnowszą sztukę. Ich spotkanie to wynik nieporozumienia - apartament został wynajęty tej dwójce w tym samym czasie, choć żadne z nich nie życzyło sobie lokatorów. Jak się okazuje, pracownia należała wcześniej do zmarłego malarza, Seana Lorenza, którego najnowsze obrazy nie zostały nigdy odnalezione. Madeline i Gaspard, zaintrygowani losem artysty, postanawiają poprowadzić śledztwo by odkryć jego sekret i odnaleźć zaginione dzieła.
Nie przyznawali się do tego, oboje jednak wierzyli nierozsądnie, że tajemnice malarza pozwolą im dotrzeć do jakiejś głęboko ukrytej prawdy - szukając obrazów Lorenza, szukali bowiem również siebie.
   W pierwszych rozdziałach akcja powieści jest bardzo spokojna, ale wciągająca. To moment, w którym poznajemy głównych bohaterów oraz historię malarza. Autor skupia się tu głównie na sztuce, Paryżu i historii, ale im dalej w fabułę, tym ciekawiej i barwniej. Z rozdziału na rozdział akcja przyśpiesza, a leniwy początek zmienia się w brawurowe zakończenie, którego nie spodziewałam się za nic w świecie!

   Styl autora wyróżnia zagadkowość, barwność i emocjonalność w opisywaniu wydarzeń, tworzeniu dialogów i układaniu relacji między bohaterami. Urzekła mnie lekkość i swoboda, jaką wykazuje autor - bawi się słowami, narracją i uczuciami, a zgrabnie łącząc to w jedną całość, tworzy coś naprawdę pięknego i niepowtarzalnego. Powieść kipi francuskim klimatem, opisywana sztuka zachwyca, a życie Seana Lorenza fascynuje na tyle, że książkę chce się czytać i robi się to z wielką przyjemnością.

   Mimo, że cała powieść bardzo mi się podobała, moim faworytem został wątek kryminalny, który zaostrza się w drugiej części książki. Natomiast najsłabszym ogniwem, według mnie, jest główna bohaterka - Madelie, która momentami potrafiła być bardzo irytująca i ciężka do zniesienia, jednak koniec końców autor nam to wynagradza. Stworzył frapującą historię i myślę, że może ona podbić serca nie tylko fanów, ale też osób, które nie miały wcześniej styczności z twórczością Musso.
Życie nie daje drugiej szansy. Raz stracone okazje przepadają na zawsze. Życie nie robi prezentów. Życie jest jak miażdżący walec - to despota sprawujący władzę za pomocą jednej tylko broni: czasu. Czas w końcu zawsze wygrywa. Czas to największy morderca w historii. Żaden gliniarz nigdy nie wsadzi go za kratki.
   Niech słowem kończącym moją opinię będzie jedno wielkie, gorące POLECAM! Ja nie zawiodłam się po raz kolejny i mam nadzieję, że będzie tak również w Waszym przypadku.

Magda


Za możliwość przeczytania tego tytułu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.

lipca 24, 2018

'Na polanie wisielców' - Robert Dugoni


Tytuł: "Na polanie wisielców"
Autor: Robert Dugoni
Wydawnictwo: Albatros
Moja ocena: 8.0
Data premiery: 20.06.2018

   Lipiec to zdecydowanie miesiąc poznawania książek Roberta Dugoniego. Zaczęłam od tytułu Grób mojej siostry, który rozpoczyna serię z detektyw Tracy Crosswhite, następnie sięgnęłam po Jej ostatni oddech, a skończyłam na Na polanie wisielców. Jeśli jesteście ciekawi za co polubiłam autora, co najbardziej podoba mi się jego twórczości i chcecie przekonać się, czy to książki dla Was, to serdecznie zapraszam do lektury dzisiejszego wpisu.

   Detektyw Tracy Crosswhite ma smykałkę do spraw, których rozwiązanie wymaga zagłębiania się w daleką przeszłość. Nic więc dziwnego, że kiedy dawna przyjaciółka Jenny prosi ją o pomoc w rozwiązaniu tajemniczego zaginięcia i rzekomego samobójstwa siedemnastoletniej Indianki Kimi Kanasket, kobieta bez wahania podejmuje się śledztwa. Akta tej sprawy znalazły się w rzeczach zmarłego szeryfa, ojca Jenny, a już pierwsze zebrane przez niego dowody przekonują Tracy, że finał sprawy mógł być zupełnie inny niż ten odkryty czterdzieści lat temu.

   Akcja powieści toczy się dwutorowo - mamy tu do czynienia z dwoma równoległymi śledztwami. Pierwsze toczy się w Seattle i jest to sprawa zabójstwa w obronie własnej, która na pierwszy rzut oka wydaje się banalna, jednak z biegiem czasu bardzo się komplikuje. Drugie natomiast skupia się na wydarzeniach sprzed czterdziestu lat, a spojrzenie na nie świeżym okiem i z pomocą najnowszych metod śledztwa, pomaga odkryć wiele rozbieżności, niedopowiedzeń i ukrytych faktów. Wykreowani przez Dugoniego bohaterowie są bardzo barwni i realistyczni, a na szczególną uwagę zasługuje główna bohaterka - Tracy, która jako jedna z nielicznych kobiet w swoim fachu musi zmagać się z wieloma przeciwnościami losu. To kobieta z krwi i kości, ambitna, zaradna i nie bojąca się ryzyka - jest niewątpliwie jednym z największych atutów powieści.

   Na próżno szukać tu dynamiki czy nagłych zwrotów akcji i oczekiwać skoków ciśnienia. Fabuła zostaje przekazana w spokojny i dokładny sposób, na co składa się nieco obyczajowy styl autora i muszę przyznać, że bardzo urzekło mnie to zarówno w poprzednich tomach, jak i przy Na polanie wisielców. Jego powieści są idealnym dowodem na to, że można stworzyć dobry kryminał nie siląc się na wydarzenia, które porwą czytelnika swą prędkością, a po prostu zbudować ciekawą fabułę z interesującymi postaciami, które same się obronią.

   To, co wyróżnia twórczość Dugoniego na tle innych kryminałów, które czytałam, to niesamowita autentyczność, dokładność i rzetelność w przekazywaniu informacji czytelnikowi. Poznając opisane przez niego historie czuję, że dał z siebie wszystko i niewątpliwie dobrze rozeznał się w środowisku, do którego zabiera nas poprzez stworzoną fabułę. Nie ma tu miejsca na ogólniki, przegadane momenty czy zbywanie wścibskiego czytelnika zwykłymi banałami. Dugoni precyzyjnie informuje nas o wszystkich elementach prowadzonego śledztwa, zdradza jego tajniki, procedury i przepisy, które większości z nas są obce. Wtajemnicza nas w śledztwo i spokojnie prowadzi przez czyny i dowody aż do rozwiązania sprawy. Warto wspomnieć, że każda opisana historia owiana jest nutą tajemniczości, którą autor równomiernie dozuje od początku do samego końca.

   Jeśli lubicie historie z klimatem małych miasteczek i ich specyficznych mieszkańców, jeśli nie straszne Wam grzebanie w przeszłości, spokojna fabuła i tajemniczość, to zdecydowanie polecam całą serię z detektyw Tracy Crosswhite. Ja nie zawiodłam się ani trochę i z niecierpliwością oczekuję kolejnych książek autora.

Za możliwość przeczytania tego tytułu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.

lipca 09, 2018

'Niebo na własność' - Luke Allnutt [przedpremierowo]


Tytuł: "Niebo na własność"
Autor: Luke Allnutt
Wydawnictwo: Otwarte
Moja ocena: 7.0
Data premiery: 18.07.2018

   Zazwyczaj bez zastanowienia sięgam po tytuły w stylu Niebo na własność. Może zabrzmi to nieco niedorzecznie, ale jestem osobą bardzo wrażliwą i po prostu lubię czytać takie wzruszające historie i przeżywać je razem z bohaterami, wczuwać się w ich sytuację by poczuć emocje im towarzyszące. Zazwyczaj są to historie, po których przeczytaniu w naszym życiu coś się zmienia - dostrzegamy drobnostki, których wcześniej nie zauważaliśmy i w jakiś sposób uczymy się z nich cieszyć. Często dociera do nas, że mimo wszystko nie mamy na co narzekać i przypominamy sobie, że są ludzie, którzy mają większe problemy niż my. W tym ich magia.

   Anna i Rob są parą od czasów studiów i choć mogłoby się wydawać, że zupełnie do siebie nie pasują, jest coś co sprawia, że wzajemnie się przyciągają i są ze sobą szczęśliwi. Po ukończeniu szkoły postanawiają razem zamieszkać, później biorą ślub i wreszcie w ich życiu pojawia się upragnione dziecko - syn Jack. W wieku pięciu lat rodzice zauważają niepokojące objawy - Jack ma problemy z równowagą i skupieniem. Po wizytach u lekarzy zapada wyrok - złośliwy nowotwór mózgu. Zrozpaczeni rodzice rozpoczynają walkę o życie chłopca, tracąc przy tym siebie nawzajem..
Chciałbym powiedzieć, że Jack wyciągnął rękę i przesunął palcem po mojej dłoni, wzdłuż kłykci i zagłębienia między kciukiem a palcem wskazującym. Albo że popatrzył na mnie z miłością. Lecz tego nie zrobił. Jego dłonie przypominały lepki lód. Wzrok miał szklisty i mętny, pochodzący już nie z tego świata.
  Fabułę poznajemy  poprzez narrację pierwszoosobową, z punktu widzenia Roba - męża i ojca. Styl, w jakim napisano tę powieść jest bardzo barwny, lekko poetycki, przemyślany i na swój sposób dopieszczony. Czytając czułam, że autor wie o czym pisze i nie myliłam się - w podziękowaniach wspomina o tym, że sam przeżył nowotwór, co, nie zrozumcie mnie źle, dodaje wiarygodności tej historii. Autor pięknie przedstawił rodzicielską miłość, ulotność życia i ukazał jak ważne są wspólne przeżycia i momenty, kiedy wszystko już przesądzone i zbliża się nieuniknione.


   Akcja skupia się głównie na trzech postaciach - Robie, Annie i Jacku, przy czym Jack sam w sobie zdaje się nie grać tutaj kluczowej roli. Luke Allnutt skupił się bardziej na relacjach pomiędzy bohaterami, ich reakcjach na chorobę, sposobach na radzenie sobie z sytuacją, która ich spotkała. Przewija się też próba znalezienia odpowiedzi na pytanie "dlaczego to spotkało właśnie nas?", a także uporczywie szukanie sposobów na przechytrzenie losu. Pojawia się tu bardzo interesujący wątek kliniki w Czechach, o której Rob dowiaduje się z forum poświęconego nowotworom mózgu. Tam też nawiązuje znajomość z Nevem - mężczyzną, który był w podobnej sytuacji i zdaje się rozumieć go lepiej niż inni, a przy tym daje mu nadzieję na to, co inni określają niemożliwym.

   Niebo na własność porusza bardzo trudny i wrażliwy temat, jakim jest śmiertelna choroba dziecka. Nie sposób przejść obojętnie obok takiej historii, chwyta za serce, wyrywa je i pozostawia z uczuciem niesprawiedliwości i bezradności. Powieść jest przykładem na to, że choroba czy złe momenty w życiu nie zawsze łączą, ale potrafią też poróżnić dwie bliskie sobie osoby. Uważam, że autor całkiem nieźle poradził sobie z tą tematyka - całość brzmi wiarygodnie i na pewno zasługuje na uwagę. Aż chciałoby się powiedzieć, że nie ma się do czego przyczepić, niestety nie byłoby to prawdą.

   Były momenty, w których odnosiłam wrażenie, że autor nie do końca przemyślał plan tej powieści i mam tu na myśli głównie bardzo niespójne przeskakiwanie od wydarzenia do wydarzenia. Sprawiło to, że czułam się nieco zdezorientowana i sprawdzałam czy aby na pewno nie pominęłam jakiejś strony. Poczułam się też w jakiś sposób zawiedziona, ale to wina tylko i wyłącznie moich oczekiwań. Nastawiłam się na historię pełną emocji, przeżyć i odczuć z perspektywy Jacka, natomiast autor zrealizował powieść w nieco inny sposób.

   Koniec końców jestem zadowolona z lektury i mogę polecić ją każdemu, kto lubi książki o takiej tematyce. Co prawda nie wywoła morza łez, ale poruszy, rozczuli i, wbrew pozorom, przyjemnie spędzicie z nią czas.

Za możliwość przeczytania tej pozycji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Magda