czerwca 20, 2018

Lucinda Riley - 'Sekret listu'


Tytuł: "Sekret listu"
Autor: Lucinda Riley
Wydawnictwo: Albatros
Moja ocena: 8.0
Data premiery: 23.05.2018

   Zapewne wielu z was kojarzy irlandzką pisarkę Lucindę Riley - autorkę popularnej w Polsce serii Siedem Sióstr. Przyznam szczerze, że ja sama nie czytałam wcześniej żadnej z książek autorki, ale słyszałam o nich bardzo dużo, przez co kojarzyłam autorkę i wiedziałam co nieco na jej temat. Po lekturze Sekretu Listu wiem, że muszę jak najszybciej nadrobić wszystkie tytuły i lepiej poznać jej twórczość!
Ludzkie życie jest jak wiadro pełne wody. Spróbuj zaczerpnąć z niego kubkiem, a się przeleje.
 Dziennikarka Joanna Haslam zostaje wysłana na nabożeństwo żałobne za popularnego, dziewięćdziesięciopięcioletniego aktora Jamesa Harrisona, którego śmierć wywołała wielkie poruszenie. Gdy dociera na miejsce, jej uwagę przykuwa pewna schorowana staruszka. Joanna udziela jej pomocy, tym samym tracąc szansę na ciekawy artykuł. Kilka dni później kobieta otrzymuje list, w którym starsza nieznajoma podaje jej wskazówki prowadzące do odkrycia listu skrywającego tajemnicę sprzed lat. Zaintrygowana Joanna, wyczuwając świetny materiał na artykuł, próbuje rozwikłać zagadkę. Niestety, sprawy komplikują się, gdy okazuje się, że są ludzie zdolni zrobić wszystko, by sekret listu nigdy nie ujrzał światła dziennego.


  Choć to moje pierwsze spotkanie z autorką, zdążyłam polubić jej subtelny styl pisania, nieocenioną pomysłowość, a także sposób, w jaki buduje fabułę. Czytanie tej powieści to swego rodzaju podróż, choć fikcyjna i mało prawdopodobna, wywołuje masę emocji i niezapomnianych wrażeń. Autorka starannie dobrała bohaterów do fabuły, nie ma tu postaci nieprzemyślanych, niedopracowanych czy zbędnych. Wszystko jest na swoim miejscu, tak, jak być powinno, a mnogość wątków i różnorodność postaci sprawiają, że ciężko oderwać się od lektury.
Jak widzisz, miłość sprawia, że podejmujemy najbardziej pochopne i często niewłaściwe decyzje.
   Lucinda Riley sprytnie buduje akcję i napięcie, powoli i z wyczuciem podrzuca nam nowe fakty, postacie i wątki. Nie od razu wykłada karty na stół, o nie. Świetnie komponuje intrygi i wplata je w treść, bawi się z czytelnikiem, troszkę wodzi za nos, czasem wpuszcza w maliny tylko po to, by za chwilę podsunąć ważne, odwracające akcję, informacje. Warto wspomnieć, że to bardzo klimatyczna i ciepła powieść, mimo, że nie wszystkie opisane wydarzenia zasługują na miano "klimatycznych i ciepłych". Sekret listu zawdzięcza to właśnie stylowi autorki, który jest dokładnie taki, jak opisałam wyżej.

   Ogromnym plusem jest umiejętność autorki w budowaniu intryg i niezauważalnym zmienianiu torów fabuły. Dzięki temu, czytając, nie potrafiłam rozszyfrować rozwiązania, a każdy nowy rozdział zaskakiwał mnie jeszcze bardziej. Już dawno nie trafiłam na tak dobrze skomponowaną powieść i  nie byłam tak bardzo zadowolona z lektury. Mogę z czystym sercem polecić ten tytuł każdemu, kto lubi spokojne i subtelne, lecz nieprzewidywalne i wciągające lektury.

Za możliwość przeczytania tego tytułu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Magda

maja 21, 2018

'Zanim pozwolę ci wejść' - Jenny Blackhurst


Tytuł: "Zanim pozwolę ci wejść"
Autor: Jenny Blackhurst
Wydawnictwo: Albatros
Moja ocena: 7.0
Data premiery: 9.05.2018

   Thrillery, zdecydowanie, należą do moich ulubionych kategorii książek. Nic więc dziwnego, że zawsze z chęcią po nie sięgam. Uwielbiam je za sprytne intrygi, nieprzespane noce i wbrew pozorom - doskonałą zabawę i prawdziwą rozrywkę. Z twórczością Jenny Blackhurst miałam do czynienia po raz pierwszy. Zanim pozwolę ci wejść to już druga powieść w karierze pisarki, zaraz po How I lost you, jednak pierwsza wydana w Polsce.

   Karen, Bea i Eleanor to kobiety, które łączy wieloletnia przyjaźń. Wiedzą o sobie niemal wszystko i zawsze mogą liczyć na siebie nawzajem. Każda z nich, pod idealną powłoką usianą z kłamstw i sekretów, skrywa upchane w daleki kąt tajemnice, które wychodzą na światło dzienne za sprawą nowej pacjentki Karen - Jessiki Hamilton. Kim jest Jessica? Po co zjawiła się w życiu kobiet? Skąd wie tak wiele o każdej z nich i dlaczego zdaje się zmieniać ułożone życie przyjaciółek w koszmar?

   Jenny Blackhurst stworzyła frapującą historię, która wciąga już od pierwszych stron. Da się wyczuć, że została przemyślana, a autorka przyłożyła się do jej napisania. Kolejny atut to świetnie wykreowane postacie i portrety psychologiczne – dopracowane i zbudowane w sposób godny pochwały. Pisarka świetnie lawiruje między postaciami, intrygami i zgrabnie łączy to w spójną i wciągającą całość. Choć powieść trzyma w napięciu tylko momentami, czytało mi się ją bardzo dobrze. Autorka pisze lekko i barwnie, a rozdziały są dość krótkie i konkretne, przez co ciężko odczuć, że thriller liczy sobie ponad 400 stron. W Zanim pozwolę ci wejść narracja trzecioosobowa co jakiś czas zostaje przepleciona narracją pierwszoosobową. Ta pierwsza przedstawia nam wydarzenia z życia Karen, Bei oraz Eleanor, druga natomiast skupia się tylko na głównej sprawczyni całego zamieszania, co bardzo mi się spodobało i było ciekawym uzupełnieniem całości.
- Myślisz, że tym się będziemy zajmować, Jessico? Że będę próbowała cię naprawić?
- Czy nie tym właśnie się pani zajmuje, doktor Browning? Naprawianiem szaleńców, żeby ich życie było równie idealne jak pani własne?
   To, czego najbardziej nie mogę przeboleć, to zbyt oczywiste wskazówki co do finału, podsuwane niemal na początku. Przez to, każdy wprawny czytelnik thrillerów nie zostanie niczym zaskoczony i bardzo szybko domyśli się zakończenia tej historii. Co więcej – autorka, mimo, że dopracowała powieść, oparła ją na dość popularnym schemacie, a co za tym idzie -  tytuł ten traci całkiem sporo. Zabrakło mi efektu wow, na który zawsze czekam w thrillerach, a także elementu zaskoczenia. Niemniej jednak to dobrze napisana historia, która powinna zadowolić każdego, kto sięga po thrillery okazjonalnie. Dla weteranów gatunku może to być co najwyżej kolejna ciekawa pozycja, ale bez fajerwerków.

Za możliwość przeczytania tego tytułu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.

maja 15, 2018

'Singielka w Londynie' - Marta Matulewicz


Tytuł: "Singielka w Londynie"
Autor: Marta Matulewicz
Wydawnictwo: Lira

   Uwielbiam książki, które pozwalają mi na oderwanie się od spraw ciężkich i codziennych. Takie, w których dobry humor nie odpuszcza, a uśmiech na twarzy pojawia się bardzo często. To pozycje świetne na poprawę humoru, a także na leniwe, spokojne popołudnie w domowym zaciszu. Byłam bardzo ciekawa "Singielki w Londynie", a jednocześnie nie liczyłam na coś skomplikowanie dobrego. To, co otrzymałam w zamian, zdecydowanie zaspokoiło moje czytelnicze serce.

   Ewa to młoda kobieta, która skuszona przez przyjaciółkę Zosię, z dnia na dzień, decyduje się na wyjazd do Londynu. Ma plan - chce znaleźć pracę i szczęście, którego nigdy nie zaznała w Polsce. Niestety, już od samego początku podróży nic nie idzie zgodnie z jej planem, a Ewa zalicza coraz to nowe wpadki - zupełnie, jakby życie się na nią uwzięło. Kobieta jednak nie zraża się i zafascynowana nowym miejscem, idzie przed siebie z uniesioną głową, gotowa na to, co naszykował jej los. 

   Zacznę od tego, jak przyjemnie czyta się tę książkę - Pani Marta posługuje się bardzo ciepłym stylem - pisze lekko i nieskomplikowanie, co bardzo lubię w takich powieściach. Jej poczucie humoru idealnie pokrywa się z moim, dzięki czemu nie raz i nie dwa odkładałam książkę, pozwalając sobie na swobodną chwilę śmiechu, a czytając, czułam się tak, jakbym siedząc przy kawie słuchała opowieści dobrej przyjaciółki. Narracja pierwszoosobowa potęguje to wrażenie i daje szansę na dokładne wczucie się w sytuację głównej bohaterki. Razem z nią śmiałam się, wzruszałam i przeżywałam chwile zwątpienia.

 
   Jak sama nazwa wskazuje - akcja powieści ma miejsce w stolicy Wielkiej Brytanii. Autorka sprytnie i nienachalnie przemyca nam fragmenty codzienności Londyńczyków i przypuszczam, że dzieli się z nami własnym doświadczeniem, wszak spędziła tam aż dziesięć lat. Ukazuje też obraz życia Polaków na obczyźnie i  przyznam, że jest on nieco rozbieżny z tym, co miałam okazję słyszeć od rodziny czy znajomych mieszkających w tym miejscu, ale jak dobrze wiadomo - co człowiek, to historia i odczucia.

   Nie mogę nie wspomnieć, że Ewa bardzo przypomina mi mnie samą. Jestem równie uparta, niezdecydowana i niezdarna jak ona. Często popełniam różne gafy i czasem za bardzo przejmuję się błahostkami, a jednocześnie całkiem nieźle radzę sobie w życiu i zdecydowanie sięgam po to, co sobie upatrzę. Dużo nas łączy i chyba dlatego tak bardzo polubiłam główną bohaterkę - odnajdując w niej kawałeczek siebie. Bohaterowie drugoplanowi także zyskali moją sympatię - szczególnie Zosia, która mimo swoich własnych problemów dzielnie wspierała przyjaciółkę i pomogła jej odnaleźć się w obcym zakątku świata.

   "Singielkę w Londynie" mogę polecić każdemu, kto lubi proste, pełne dobrego humoru pozycje i nie ma przy tym bardzo wygórowanych oczekiwań. To lekka i może trochę przewidywalna lektura, ale zdecydowanie ma swój własny urok i ciepły, niebanalny klimat, który polubiłam. Ptaszki ćwierkają, że mogę spodziewać się kontynuacji i na to czekam! A Wy jesteście ciekawi tej pozycji?

Za możliwość przeczytania tej pozycji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira.

Magda